wtorek, 10 listopada 2015

#2 Relacja z koncertu Happysad

Hej wszystkim! <3
23 października w klubie Pod Palmą w Rzeszowie miałam to szczęście być na  koncercie fenomenalnego polskiego zespołu rockowego-Happysad'u.
Przed klubem byłam ponad godzinę przed rozpoczęciem się wydarzenia. Musiałam znaleźć jakąś sympatyczną osobę, która przy wejściu ,,będzie moim opiekunem". Na koncertach nie brakuje nigdy życzliwych ludzi, dlatego za pierwszym podejściem mi się to udało. Okazało się jednak, że osoby wpuszczające do środka nie dbają o to, ile uczestnicy koncertu mają lat. Słusznie. Na dobrą muzykę nigdy nie jest za wcześnie. Ponieważ nie było jeszcze zbyt wielu osób, mogłam stanąć sobie przy bramce, dokładnie na przeciwko miejsca dla wokalisty. Na samym początku na scenie pojawił się gość-Bezsensu. Nigdy wcześniej nie miałam styczności z twórczością tego zespołu, ale byli całkiem nieźli. Nie wiem ile dokładnie minęło czasu do pojawienia się chłopaków z Happysad. Ale kiedy już weszli na scenę, poczułam, że moje serce bije mocniej.
Niedługo nacieszyłam się tak dobrym widokiem. Po jakimś czasie zostałam brutalnie wypchana do tyłu. :D Uwaga warta zapamiętania:niezwykle trudno jest ,,przetrwać" na takim koncercie, kiedy ma się niewiele ponad 160 cm wzrostu i jest się drobnej figury. ;)  
Kilka razy trzeba było mnie podnosić z ziemi, kilka razy myślałam, że już nie wytrzymam... Nic nie widziałam, wszyscy byli wyżsi. Ale i tak byłam w stanie euforii, bo mogłam słyszeć swoje ulubione piosenki na żywo. Trafiłam, nie dobrowolnie ;) , do miejsca gdzie było pogo. To tam odczułam prawdziwy klimat tego koncertu. Kilka chwil później jakiś chłopak zapytał czy w ogóle coś widzę. Zgodnie z prawdą powiedziałam, że niewiele. I w ten sposób znalazłam się na ,,fali". Szczerze mówiąc, bałam się na początku strasznie. Byłam pewna, że zaraz z hukiem wyląduję na ziemi. :D Ale strasznie mi się podobało, cieszyłam się, że jednak nie byłam cały czas w pierwszym rzędzie. Do którego z resztą i tak w końcu trafiłam, właśnie dzięki fali ;).
Na koncercie nie zabrakło nawet takich piosenek jak np. 30 raz czy Zanim pójdę. Przy Na ślinę do moich oczu napłynęły łzy, kocham tą piosenkę!!!
Koncert dobiegł definitywnie końca dopiero za trzecim razem, nie daliśmy im odejść.^^
Wtedy podszedł do mnie wspomniany wcześniej chłopak i zaprowadził na przystanek, bo za cholerę bym go nie znalazła. Wracając do domu nie mogłam uwierzyć, że naprawdę ich zobaczyłam, naprawdę słyszałam, naprawdę zdzierałam gardło krzycząc i śpiewając razem z nimi. To był najlepszy dzień w moim życiu, a jego pamiątką są zdjęcia, bilet i troszkę zdeptane przez innych martensy.
Chłopaki dali z siebie wszystko, zadbali o miłą atmosferę na koncercie, świetnie wykonywali swoje utwory, pojawili się na scenie co prawda z małym opóźnieniem, ale zrobili takie show, że chyba wszyscy są zgodni, że można im to wybaczyć.
Na pewno jak tylko będę miała możliwość, wybiorę się na ich koncert jeszcze raz. :)
                                              A wy? Byliście kiedyś na koncercie? Piszcie w komentarzach :)
                                                                                                          Rara Avis



1 komentarz:

  1. Ciekawy post!;-)
    Zapraszamy do nas http://fashioneasiness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń